Chcesz przeczytać w skrócie?
Podsumowanie AI
Przy wyborze czołówki łatwo skupić się na lumenach, masie i liczbie trybów. W praktyce równie ważne okazuje się jednak zasilanie, bo to ono decyduje, czy po rozładowaniu ogniwa ruszymy dalej po kilku sekundach, czy będziemy czekać z przewodem podłączonym do powerbanku.
Nie istnieje jeden system idealny dla każdego. Inne rozwiązanie sprawdzi się podczas krótkiego spaceru, inne na wielodniowym trekkingu, biegu ultra czy zimowym noclegu w lesie. Warto więc patrzeć nie tylko na samą czołówkę, ale na cały system zasilania, jaki zabieramy ze sobą.
Od trzech baterii AA do jednego wspólnego standardu
Jedną z pierwszych czołówek, których używałem przez dłuższy czas, była Petzl Myo RXP zasilana trzema bateriami AA. Do dziś dobrze wspominam jej nakładany dyfuzor. W jednej chwili można było zmienić skupioną wiązkę, dobrą podczas marszu, w szerokie światło przydatne na biwaku.
Myo RXP miała jednak istotną wadę. Była ciężka, a po kilku godzinach noszenia zaczynała powodować u mnie ból głowy. Zimą dodatkowym problemem były używane przeze mnie baterie alkaliczne AA, których wydajność wyraźnie spadała wraz z temperaturą.
Później korzystałem z niewielkiej czołówki Black Diamond zasilanej trzema bateriami AAA. Była znacznie lżejsza, ważyła około 100 gramów i oferowała czerwone światło. W tamtym czasie wydawała mi się niemal idealnym kompromisem.
Moje podejście zmieniło się dopiero wtedy, gdy zacząłem używać latarki Olight S1 Baton i czołówki Olight H1. Oba urządzenia korzystały z ogniw w formacie CR123A. Wkrótce dołączyła do nich także pompka Flextail Zero Pump.
Nagle jeden typ ogniwa pasował do trzech urządzeń zabieranych na wyjazd. To okazało się ważniejsze niż kilka gramów różnicy w specyfikacji.
Dlaczego wymienne ogniwo ma dla mnie przewagę?
Największą zaletą wymiennego zasilania jest ciągłość działania. Gdy akumulator się rozładuje, wystarczy włożyć kolejny i po chwili ponownie korzystać ze światła.
W przypadku czołówki z wbudowanym akumulatorem trzeba podłączyć ją do powerbanku. Czasem podczas ładowania można dalej używać światła, ale konstrukcja staje się mniej wygodna, a przewód biegnący od głowy do kieszeni trudno uznać za rozwiązanie terenowe.
Na krótkim spacerze nie ma to większego znaczenia. Podczas nocnego marszu albo zimowego biwaku możliwość natychmiastowej wymiany źródła energii daje znacznie większy spokój.
Czołówki z wbudowanym akumulatorem nadal mają swoje zalety. Są proste w obsłudze, łatwo je ładować, a wiele modeli jest lekkich i kompaktowych. Dobrze sprawdzają się podczas krótkiego i regularnego użytkowania. Nie są jednak automatycznie najlepszym wyborem na każdy wyjazd.
Jeden typ zasilania dla kilku urządzeń
Największą zaletą mojego obecnego systemu nie jest sama bateria CR123A. Jest nią unifikacja zasilania.
Nie muszę zabierać osobnych kompletów AA, AAA i różnych akumulatorów. Jeden rodzaj ogniwa może zasilać czołówkę, latarkę EDC i pompkę do materaca. W razie potrzeby mogę także przełożyć ogniwo z urządzenia mniej potrzebnego do tego, które w danym momencie jest najważniejsze.
- upraszcza pakowanie,
- ogranicza liczbę zapasowych baterii,
- zmniejsza ryzyko zabrania niewłaściwego ogniwa,
- pozwala awaryjnie przenosić energię między urządzeniami.
Nie zawsze będzie to najlżejsza możliwa konfiguracja. Często jest jednak najbardziej rozsądna, gdy spojrzymy na cały zestaw.
To właśnie rozumiem jako podejście UltraRight. Nie chodzi o to, aby każdy element był najlżejszy, ale aby całe wyposażenie było spójne, praktyczne i dopasowane do realnego sposobu użytkowania.
CR123A i RCR123A, czyli podobne, ale nie takie same
Na co dzień korzystam przede wszystkim z akumulatorów RCR123A. Można je wielokrotnie ładować, dlatego dobrze nadają się do regularnie używanej czołówki lub latarki.
Jednorazowe baterie CR123A zabieram natomiast jako zapas. Długo zachowują energię podczas przechowywania i bardzo dobrze sprawdzają się w niskiej temperaturze. To ważne, ponieważ większość moich noclegów w lesie przypada na chłodniejszą część roku. Zimą dzień jest krótki, więc czołówka pracuje znacznie dłużej niż podczas czerwcowego biwaku.
Trzeba jednak pamiętać, że CR123A i RCR123A nie zawsze są zamienne.
Jednorazowa CR123A ma napięcie nominalne około 3 V. Akumulator RCR123A, określany często jako 16340, ma zwykle napięcie nominalne 3,6 lub 3,7 V, a po pełnym naładowaniu około 4,2 V.
Dlatego przed użyciem RCR123A należy sprawdzić, czy producent urządzenia wyraźnie dopuszcza takie zasilanie. To, że ogniwo mieści się w komorze baterii, nie oznacza jeszcze, że jest bezpieczne dla elektroniki.
Czy CR123A są lepsze od AA?
Nie zawsze. Wszystko zależy od zastosowania.
Baterie i akumulatory AA mają kilka dużych zalet. Są łatwo dostępne, można kupić je niemal wszędzie, a dobre akumulatory NiMH są trwałe i wydajne. Wiele urządzeń turystycznych nadal korzysta właśnie z tego formatu.
CR123A i RCR123A pozwalają natomiast budować mniejsze urządzenia, dobrze radzą sobie z wysokim poborem prądu, a jednorazowe wersje litowe świetnie działają zimą i długo zachowują energię.
W moim przypadku przewaga CR123A wynika nie tylko z parametrów samego ogniwa, lecz także z możliwości używania jednego standardu w kilku urządzeniach.
USB-C byłoby wygodniejsze
Większość elektroniki, którą zabieram na wyjazd, korzysta z USB-C. Telefon, powerbank, gimbal i pozostałe urządzenia mogę ładować jednym przewodem.
Olight nadal często stosuje magnetyczne ładowanie MCC. Jest ono wygodne w domu, ale na wyjazd wymaga zabrania dodatkowego, dedykowanego kabla. To niewielki element, o którym łatwo zapomnieć.
Na rynku dostępne są akumulatory RCR123A z wbudowanym portem USB-C, ale nie zawsze są idealnym rozwiązaniem. Dodatkowa elektronika może zwiększać długość ogniwa, przez co nie zmieści się ono w każdym urządzeniu. Modele zachowujące standardowe wymiary mogą natomiast mieć mniejszą pojemność.
Przed zakupem warto więc sprawdzić:
- długość ogniwa,
- napięcie,
- pojemność,
- rodzaj zabezpieczenia,
- zgodność z konkretnym urządzeniem.
Czego brakuje mi w Olight H1?
Największą wadą używanej przeze mnie Olight H1 jest brak czerwonego światła.
Nie jest ono niezbędne podczas marszu, ale bardzo dobrze sprawdza się na biwaku. Pozwala znaleźć coś w namiocie, poprawić wyposażenie albo wyjść w nocy bez oświetlania całego otoczenia mocnym białym światłem.
Dlatego interesuje mnie Olight Perun 3 Mini HCRI. Łączy czerwone światło z cieplejszą barwą i wysokim współczynnikiem oddawania barw. Na biwaku taki rodzaj światła może być bardziej użyteczny niż kolejny rekord liczby lumenów.
Jakie zasilanie wybrać?
Na krótkie spacery i codzienne użytkowanie dobrze sprawdzi się lekka czołówka z wbudowanym akumulatorem i USB-C.
Na dłuższe marsze i noclegi w lesie wybrałbym model z wymiennym ogniwem oraz zapasem, który można włożyć bez oczekiwania na ładowanie.
Zimą warto rozważyć jednorazowe baterie litowe, w tym CR123A lub litowe AA. Zapasowe akumulatory najlepiej przechowywać blisko ciała.
Na bieg ultra postawiłbym przede wszystkim na model pozwalający szybko wymienić źródło zasilania. Jednorazowe baterie litowe mogą być bardzo dobrym zapasem, szczególnie w chłodzie, o ile czołówka oficjalnie je obsługuje.
Na wielodniowy trekking dobrze działa system mieszany, czyli wymienne ogniwo w czołówce i możliwość późniejszego naładowania go z powerbanku.
Masa całego systemu
Czołówka ważąca 60 gramów nie zawsze oznacza najlżejszy zestaw.
Do masy urządzenia trzeba doliczyć zapasowe ogniwo, powerbank, przewód oraz ewentualny adapter lub ładowarkę. Lekka czołówka z niewielkim wbudowanym akumulatorem może wymagać częstego ładowania z ciężkiego powerbanku. Nieco cięższy model z wymiennym ogniwem może natomiast potrzebować tylko jednej małej baterii zapasowej.
Dlatego warto porównywać nie samą czołówkę, lecz cały system potrzebny na konkretny wyjazd.
Ultralight kończy się czasem dokładnie tam, gdzie po zmroku trzeba czekać, aż naładuje się światło.
Podsumowanie
Nie wybierałbym czołówki wyłącznie na podstawie liczby lumenów, deklarowanego czasu działania ani masy podanej przez producenta.
Równie ważne są:
- możliwość wymiany ogniwa,
- zachowanie baterii zimą,
- sposób ładowania,
- dostępność zapasów,
- masa całego systemu,
- kompatybilność z pozostałym sprzętem.
W moim przypadku najlepiej sprawdza się połączenie akumulatorów RCR123A do regularnego użytkowania i jednorazowych CR123A jako awaryjnej rezerwy. Największą wartością pozostaje jednak możliwość zasilania kilku urządzeń jednym typem ogniwa.
Czasami najlepsza czołówka nie jest najmocniejsza ani najlżejsza. Jest nią ta, której system zasilania pasuje do całego wyposażenia i rzeczywistego sposobu podróżowania.

