Chcesz przeczytać w skrócie?
Podsumowanie AI
Są powerbanki, które służą do podratowania telefonu pod koniec dnia. Są też takie, które zaczynają przypominać małe, przenośne zasilacze do laptopa, tabletu, konsoli, drona i całego technologicznego bałaganu, który coraz częściej zabieram w teren.
Anker 737 Power Bank, znany również jako PowerCore 24K oznaczony symbolem A1289, zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To nie tyle zapasowa bateria, ile niewielka elektrownia z kolorowym ekranem. Albo mały reaktor jądrowy, tylko bez konieczności uzyskiwania zgody Państwowej Agencji Atomistyki.

Nie jest to powerbank z kategorii „na wszelki wypadek”. To ciężka, mocna i bardzo konkretna cegła dla osób, które chcą zasilać więcej niż tylko telefon. Jego największym wyróżnikiem jest obsługa USB Power Delivery 3.1 o mocy do 140 W, czyli wartości, która jeszcze niedawno kojarzyła się raczej z zasilaczem do wymagającego laptopa niż z urządzeniem wrzuconym do plecaka.
Do tego dochodzą trzy porty, bardzo szybkie ładowanie samego powerbanku oraz wyświetlacz pokazujący zdecydowanie więcej informacji, niż przeciętny człowiek potrzebuje.
Geek natomiast potrzebuje ich wszystkich.
24 000 mAh, czyli czas porozmawiać o watogodzinach
Anker 737 ma pojemność 24 000 mAh. Tę wartość warto jednak od razu przetłumaczyć na język, który przy ładowaniu laptopów i większej elektroniki jest dla mnie znacznie bardziej czytelny, czyli na watogodziny.
Anker 737 przechowuje nominalnie około 86,4 Wh energii. Dopiero ta liczba pozwala sensownie porównywać go z akumulatorem laptopa, tabletu albo innego urządzenia.
mAh bez podania napięcia jest informacją niepełną, chociaż bardzo dobrze wygląda w marketingu. Wh mówią znacznie więcej o rzeczywistej ilości zgromadzonej energii.
Dla wyjaśnienia:
Dla porównania 14-calowy MacBook Pro z procesorem M5 ma akumulator o pojemności około 72,4 Wh. Typowy współczesny smartfon przechowuje natomiast kilkanaście Wh energii.
Od razu widać więc, że energetycznie Anker 737 znajduje się znacznie bliżej baterii laptopa niż klasycznego małego powerbanku do telefonu.
Nie oznacza to jednak, że powerbank mający 86,4 Wh naładuje laptop z akumulatorem 72 Wh dokładnie 1,2 raza. Matematycznie wszystko wyglądałoby pięknie, gdyby nie przetwornice, przewody, temperatura i ogólna niechęć fizyki do oferowania czegokolwiek za darmo.
Dlaczego nie otrzymamy pełnych 24000 mAh?
Ogniwa pracują przy napięciu nominalnym około 3,6 V, natomiast urządzenia podłączone przez USB mogą być ładowane między innymi napięciem 5, 9, 15, 20 czy 28 V.
Elektronika powerbanku musi więc odpowiednio przekształcić napięcie, a każda taka operacja wiąże się ze stratami.
Do tego dochodzą:
- straty cieplne,
- praca elektroniki sterującej,
- zużycie energii przez ekran,
- straty na przewodzie,
- straty podczas ładowania akumulatora telefonu czy laptopa.
Dlatego nominalne 86,4 Wh nie trafia w całości do baterii podłączonego urządzenia. Rzeczywisty wynik zależy między innymi od napięcia, pobieranej mocy, temperatury, jakości przewodu oraz sprawności elektroniki po obu stronach kabla.
Anker w swoich materiałach przyjmuje dość konserwatywnie, że do ładowanych urządzeń może trafić równowartość około 60% nominalnej pojemności. Nie jest to wartość stała dla każdego zastosowania, ale dobrze pokazuje, że liczba zapisana na obudowie nie jest równoznaczna z energią, która ostatecznie zostanie zapisana w akumulatorze telefonu lub laptopa.

Na podstawie własnych obserwacji podczas ładowania laptopa powiedziałbym, że w moim sposobie użytkowania realnie dostępna energia mieści się gdzieś w przedziale około 50–65 Wh. Nie jest to pomiar laboratoryjny, tylko obserwacja z podróży.
Na szczęście od czasu moich ostatnich zajęć z fizyki prawo zachowania energii nie doczekało się większej aktualizacji. Powerbank nadal nie może oddać więcej energii, niż sam przechowuje, a przetwornica, przewód i elektronika pobierają po drodze swoją niewielką prowizję.
Marketing lubi mAh. Bardziej wtajemniczeni zwracają uwagę na Wh.
Porty i rozkład mocy
Anker 737 ma trzy porty:



Źródło grafiki: Anker.com
USB-C1 jest najważniejszym portem w 737, ponieważ działa dwukierunkowo. Można przez niego zarówno ładować inne urządzenia, jak i uzupełniać energię w samym powerbanku. To właśnie ten port obsługuje maksymalnie 140 W na wejściu.
USB-C2 również może oddać do 140 W, ale jest wyłącznie portem wyjściowym. Nie naładujemy przez niego samego powerbanku.
USB-A jest klasycznym portem dla starszych przewodów oraz urządzeń i oferuje maksymalnie 18 W.
Profile napięcia dostępne przez USB-C prezentują się bardzo dobrze:
- 5 V / 3 A,
- 9 V / 3 A,
- 15 V / 3 A,
- 20 V / 5 A,
- 28 V / 5 A.
Najbardziej geekowskim elementem jest obecność profilu 28 V / 5 A, czyli właśnie 140 W w standardzie USB Power Delivery 3.1.
Jest to szczególnie przydatne podczas ładowania wymagającego sprzętu, przede wszystkim laptopów. Przy kilku urządzeniach 140 W nie jest jednak dostępne dla każdego portu osobno. Moc zostaje podzielona pomiędzy aktywne wyjścia.
Nie oznacza to również, że każde podłączone urządzenie otrzyma pełne 140 W. To maksymalna możliwość powerbanku, a rzeczywista moc zależy od trzech elementów:
- ładowanego urządzenia,
- przewodu,
- negocjacji standardu USB Power Delivery.
Laptop musi potrafić przyjąć odpowiedni profil zasilania. Przewód USB-C powinien natomiast obsługiwać prąd 5 A, mieć odpowiedni e-marker i być zgodny z EPR. Najprościej szukać kabla oznaczonego jako 240 W.
Jeżeli użyjemy przewodu obsługującego niższą moc, to właśnie on stanie się ograniczeniem całego zestawu. Powerbank będzie gotowy na więcej, ale kabel uprzejmie poinformuje, że dzisiaj jednak nie.
Całe szczęście dobre przewody nie muszą być już bardzo drogie. Podczas promocji Anker Days kabel 240 W można znaleźć nawet w okolicach 35–40 zł.
To jest powerbank, który najlepiej wypada wtedy, gdy podłączymy do niego coś większego niż telefon. Owszem, smartfon naładuje się bez najmniejszego problemu, ale kupowanie tego modelu tylko do telefonu przypomina zakup Land Cruisera do jazdy po parkingu.
Zadziała świetnie. Tylko możliwości sprzętu pozostaną głównie tematem do rozmowy.
Jak szybko ładuje się sam Anker 737?
Jedną z największych zalet Ankera 737 jest to, że można go bardzo szybko naładować.
Przy odpowiedniej ładowarce USB-C PD 3.1 o mocy 140 W, czyli maksymalnej mocy, jaką powerbank może przyjąć, pełne ładowanie około 86 Wh zajmuje mniej więcej godzinę.

Źródło grafiki: Anker.com
Moc oczywiście nie pozostaje na poziomie 140 W przez cały proces. W końcowej fazie ładowania jest stopniowo ograniczana, aby zmniejszyć temperaturę i chronić ogniwa.
Dla mnie jest to imponujące, ponieważ mówimy o pojemności bardzo bliskiej granicy 100 Wh, która ma szczególne znaczenie przy przewozie akumulatorów w samolotach.
Przed podróżą lotniczą warto zawsze sprawdzić aktualny regulamin konkretnego przewoźnika. Anker 737 ze swoimi 86,4 Wh mieści się poniżej granicy 100 Wh, ale zasady dotyczące liczby powerbanków, ich przechowywania oraz używania podczas lotu mogą się zmieniać.
Żeby zobaczyć pełny potencjał Ankera 737, trzeba mieć również właściwą ładowarkę. W moim przypadku odpowiedni zasilacz był już na wyposażeniu, ponieważ potrzebowałem go do laptopa.
Jeżeli jednak zaczniemy liczyć zakup powerbanku, ładowarki i dobrych przewodów, robi się z tego mały ekosystem.
Ekosystem, jak wiadomo, brzmi lepiej niż „kupiłem jeszcze trzy drogie rzeczy, żeby ta pierwsza działała z pełną mocą”.
Szacunkowa liczba ładowań
Przy powerbankach najczęściej pojawia się pytanie.
Ile razy naładuję telefon, tablet albo laptop?
Dokładnej odpowiedzi nie da się udzielić bez znajomości konkretnego urządzenia, jego pojemności, pobieranej mocy oraz sposobu użytkowania podczas ładowania.
Zakładając użyteczną energię na poziomie około 50–65 Wh, można jednak przyjąć orientacyjnie:
- smartfon z baterią około 15 Wh: mniej więcej 3–4 pełne ładowania,
- tablet z baterią 25–40 Wh: około 1,5–2 ładowań,
- laptop z akumulatorem około 70 Wh: mniej więcej 0,7–0,9 pełnego ładowania.
Są to oczywiście wartości orientacyjne. Znaczenie ma również to, czy urządzenie podczas ładowania jest wyłączone, czy nadal intensywnie pracuje.
Jeżeli laptop podczas ładowania zużywa znaczną część energii na własne działanie, poziom jego akumulatora będzie wzrastał odpowiednio wolniej.
Wyświetlacz, czyli rzecz dla geeka, od której trudno się odzwyczaić
Jedną z moich ulubionych funkcji Ankera 737 jest ekran, który pokazuje zużycie energii z dokładnością, z jaką ja nie kontroluję wydatków na sprzęt outdoorowy.

Źródło grafiki: Anker.com
Nie jest to tylko ozdobny, mrugający rząd kropek, lecz zbiór naprawdę przydatnych informacji.
Możemy sprawdzić między innymi:
- procent naładowania,
- aktualną moc na poszczególnych portach,
- szacunkowy czas do pełnego naładowania,
- przewidywany czas pracy przy obecnym obciążeniu,
- liczbę cykli,
- kondycję akumulatora.
Dla niektórych może być to drobiazg. Ja natomiast lubię zerknąć, czy urządzenie rzeczywiście ładuje się szybko, czy może, jak w niektórych tanich powerbankach, jedynie bardzo przekonująco ten proces symuluje.
Dzięki ekranowi wiem, czy przewód nie ogranicza ładowania, widzę, czy laptop rzeczywiście pobiera 90 W oraz czy telefon prawidłowo negocjuje szybkie ładowanie.
Można podłączyć telefon, zobaczyć 22,7 W, sprawdzić ponownie po dziesięciu sekundach, a następnie jeszcze kilka razy upewnić się, czy wartość przypadkiem nie zmieniła się o 0,3 W.
Dzięki ekranowi ładowanie telefonu wreszcie staje się sportem obserwacyjnym.
Trickle Charging, czyli tryb dla małych urządzeń
Anker 737 ma tryb Trickle Charging, przeznaczony do ładowania urządzeń o bardzo niskim poborze prądu.
W moim przypadku jest to ważna funkcja, ponieważ często podłączam do niego:
- zegarek,
- słuchawki bezprzewodowe,
- małe latarki,
- pozostałą drobną elektronikę.
Niektóre powerbanki automatycznie wyłączają wyjście, gdy uznają, że pobór prądu jest zbyt niski. W rezultacie urządzenie może przestać się ładować mimo pozostawienia go podłączonego przez całą noc.
Miałem już sytuację, w której zegarek po kilku godzinach ładowania wskazywał 30% baterii.
Technicznie przewód był podłączony. Emocjonalnie jednak powerbank już dawno opuścił tę relację.
Tryb Trickle Charging włącza się poprzez dwukrotne naciśnięcie przycisku. Na ekranie pojawia się wtedy niewielki zielony symbol.
Ładowanie kilku urządzeń jednocześnie
Anker 737 może ładować trzy urządzenia jednocześnie. Trzeba jednak pamiętać, że 140 W to maksymalna moc całkowita, a nie moc dostępna na każdym porcie równocześnie.

Źródło grafiki: Anker.com
Obydwa porty USB-C mogą pojedynczo oddać do 140 W, ale nie oznacza to 280 W po podłączeniu dwóch urządzeń. Dostępna moc jest dzielona pomiędzy aktywne porty.
Rzeczywisty podział zależy od tego, jakie urządzenia zostały podłączone, ile energii potrzebują oraz jak przebiegnie negocjacja USB Power Delivery.
W praktyce moc ładowania laptopa może zauważalnie spaść, jeżeli obok podłączymy niemal całkowicie rozładowany tablet i telefon.
Po dołączeniu kolejnego urządzenia zasilanie może również zostać na moment przerwane. Powerbank ponownie negocjuje wtedy parametry i ustala nowy podział mocy. Pierwsze urządzenie przestaje się na chwilę ładować, po czym wszystko wraca do normy.
Powerbank musi się najzwyczajniej zastanowić. Przy trzech podłączonych urządzeniach ma więcej decyzji do podjęcia niż człowiek wybierający nóż na weekendowy biwak.
Chyba że masz więcej niż trzy noże.
Wniosek jest prosty. Jeżeli zależy nam na maksymalnej mocy, najlepszym rozwiązaniem pozostaje jedno wymagające urządzenie podłączone przez USB-C. Wtedy Anker 737 może rozwinąć pełne skrzydła.
Ładowanie przelotowe
W praktyce mój egzemplarz Ankera 737 potrafi pracować z podłączoną ładowarką i jednocześnie zasilać inne urządzenia. Jest to bardzo wygodne podczas podróży, gdy przy stoliku albo w pociągu dostępne jest tylko jedno gniazdko.
Nie traktowałbym jednak tego modelu jak klasycznego UPS-a ani nie opierał całego sposobu użytkowania na stałym ładowaniu przelotowym.
USB-C1 jest portem dwukierunkowym, ale samo to nie oznacza jeszcze, że urządzenie zostało zaprojektowane do ciągłego jednoczesnego przyjmowania i oddawania energii.
W konkretnych warunkach może też okazać się, że większość mocy dostarczanej przez ładowarkę trafia bezpośrednio do podłączonego sprzętu, a sam powerbank ładuje się bardzo wolno albo wcale.
Jako rozwiązanie podczas podróży jest to przydatne. Jako zamiennik UPS-a już niekoniecznie.
Chociaż patrząc na jego masę, można podejrzewać, że gdzieś wewnątrz znajduje się również niewielka serwerownia.
Anker 737 w podróży i outdoorze
Anker 737 jest ciężki. Waży ponad 600 gramów i zdecydowanie nie należy do kategorii UltraLight. Trudno również bez zastrzeżeń nazwać go sprzętem UltraRight, jeżeli jedynym urządzeniem do naładowania pozostaje telefon i ewentualnie czołówka.
Na kilkudniowym trekkingu jest to masa, którą da się zauważyć. To przecież równowartość około sześciu tabliczek czekolady.
Różnica polega na tym, że czekolady stopniowo ubywa, a rozładowany Anker nadal waży tyle samo.
Jeżeli ktoś waży wszystko przed wyjazdem, pierwszy kontakt Ankera 737 z wagą kuchenną może więc zakończyć się krótkim:
UltraWhaaaat?
Dla osoby liczącej każdy gram będzie to zdecydowana przesada, zwłaszcza gdy w grę wchodzi wyłącznie awaryjne ładowanie telefonu. W takim zastosowaniu znacznie lepiej sprawdzi się klasyczny powerbank o pojemności 10 000 mAh.
U mnie sytuacja wygląda jednak inaczej.
Podczas bardziej technologicznych wyjazdów potrafię zabrać:
- drona,
- hub i trzy akumulatory do drona,
- gimbal,
- telefon,
- czołówkę.
W takim zestawie Anker 737 zaczyna być uzasadnionym centrum zasilania. Zamiast kilku małych powerbanków mam jedno urządzenie o dużej pojemności i mocy wystarczającej również do zasilania większego sprzętu.
Nie jest to powerbank minimalistyczny jak konstrukcje Nitecore i nie próbuje nim być. Ma zapewniać dużą moc oraz uniwersalność, a nie wygrywać porównania na wadze kuchennej.
Największą zaletą Ankera 737 jest połączenie dużej ilości energii z bardzo wysoką mocą.
Około 86,4 Wh i maksymalnie 140 W przez USB-C sprawiają, że 737 potrafi ładować sprzęt, z którym słabsze powerbanki radzą sobie przeciętnie albo wcale.
Do najważniejszych zaliczam:
- maksymalną moc 140 W,
- około 86,4 Wh zmagazynowanej energii,
- bardzo szybkie ładowanie samego powerbanku,
- dwa mocne porty USB-C,
- dodatkowy port USB-A,
- możliwość ładowania trzech urządzeń jednocześnie,
- świetny ekran,
- podgląd aktualnej mocy,
- informacje o kondycji akumulatora i liczbie cykli,
- tryb Trickle Charging,
- możliwość wykorzystania z bardzo szeroką gamą urządzeń.
Wybierz aby rozwinąć listę.
Dla mnie szczególnie istotny jest ekran. Pozwala szybko zobaczyć, czy problemem jest urządzenie, przewód czy ładowarka.
Ogromną zaletą jest również tryb ładowania sprzętu o bardzo małym poborze prądu, czyli chociażby słuchawek czy zegarka.
Potrzebny jest cały ekosystem
Pełny potencjał Ankera 737 wymaga odpowiedniego zestawu.
- mocnej ładowarki USB PD,
- odpowiednich przewodów,
- urządzeń potrafiących przyjąć wysoką moc.
Bez tego Anker 737 nadal działa, ale robi się znacznie mniej wyjątkowy.
Zamiast 140-watowego centrum zasilania otrzymujemy ciężki powerbank, który bardzo cierpliwie czeka, aż reszta naszego sprzętu do niego dorośnie.
Cena
Osobiście kupiłem go podczas Anker Days za około 280 zł. Cena regularna potrafi być jednak znacznie wyższa, dlatego moim zdaniem zdecydowanie warto polować na promocje.
Do kosztu samego powerbanku trzeba również doliczyć odpowiednią ładowarkę oraz przewody, jeżeli chcemy wykorzystać pełne możliwości urządzenia.
Masa
Pierwszą i najbardziej oczywistą wadą jest masa.
To bardzo ciężki powerbank, szczególnie z punktu widzenia zastosowań outdoorowych. Biorąc pod uwagę pojemność, moc i rozbudowaną elektronikę, ponad 600 gramów można jeszcze zaakceptować. Nie zmienia to jednak faktu, że podczas pieszej wędrówki trzeba je nosić przez cały dzień. Na rynku znajdują się zdecydowanie lżejsze alternatywy.
Anker 737 zdecydowanie nie jest urządzeniem, które wrzuca się do plecaka i o nim zapomina.
Podsumowanie
Anker 737 Power Bank, czyli PowerCore 24K, jest jednym z tych produktów, które najlepiej docenią osoby dokładnie wiedzące, czego potrzebują.
Jeżeli ładujesz wyłącznie telefon, ten powerbank będzie przesadą. Jest za duży, za ciężki i oferuje moc, której smartfon prawdopodobnie nigdy w pełni nie wykorzysta.
Jeżeli jednak podróżujesz z laptopem, tabletem, konsolą, aparatem, dronem albo kilkoma urządzeniami jednocześnie, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W takim scenariuszu duża pojemność, dwa mocne porty USB-C i możliwość szybkiego odzyskania energii zaczynają mieć realną wartość.
Jest to również urządzenie szczególnie interesujące dla geeka, ponieważ nie ukrywa całego procesu ładowania za czterema diodami. Pozwala obserwować moc, czas pracy, zachowanie przewodów, ładowarek oraz podłączonego sprzętu.
Nie jest mały. Nie jest lekki. Nie jest również potrzebny każdemu.
Ale kiedy rzeczywiście potrzebujesz kilkudziesięciu Wh energii i możliwości ładowania laptopa z mocą porównywalną z zasilaczem sieciowym, zaczyna mieć bardzo dużo sensu.
Anker 737 to przenośne laboratorium USB Power Delivery, które przy okazji ładuje laptopa.
A jego ekran pokazuje zużycie energii z dokładnością, z jaką większość z nas wolałaby nie kontrolować wydatków na sprzęt outdoorowy.

