Chcesz przeczytać w skrócie?
Podsumowanie AI
Są narzędzia, które kupuje się dlatego, że są najnowsze, najmocniejsze, z bardzo wytrzymałych, nowoczesnych materiałów albo są najbardziej funkcjonalne. Są też takie, które mają w sobie coś więcej niż pierwsze miejsce w tabelce. Mam tu na myśli charakter i historię, która stoi za danym przedmiotem. Leatherman PST czyli Pocket Survival Tool należy właśnie do tej grupy.
Skąd się wziął Leatherman Pocket Survival Tool?
PST czyli Pocket Survival Tool, był pierwszym seryjnym multitoolem Leathermana. Oryginalny model pojawił się w 1983 roku i bardzo szybko stał się wzorem dla całej kategorii zintegrowanych narzędzi z kombinerkami. Leatherman opisuje PST jako 14 funkcji w czterocalowej, pięciouncjowej formie. Co daje 14 funkcji, w 10 cm o wadze całkowitej 142 gramy. Z ilością narzędzi na przestrzeni lat dla modelu PST jest jednak kilka kwestii do wyjaśnienia, ponieważ w 1996 roku (są nieliczne modele z 95.) pojawił się model PST II. Różni się on od oryginalnego modelu z 83 roku tym, że zamiast szydła ma nożyczki, które uważam za jedno z najbardziej przydatnych narzędzi w życiu codziennym, i to sprężynujące! Dodatkowo model PST II posiada ostrze combo, a nie klasyczne jak na zdjęciu poniżej. Model PST II różni się jeszcze pilnikiem, jedna z jego stron jest pilnikiem diamentowym, który to posiada wcięcie do ostrzenia np. haczyków wędkarskich. Można więc stwierdzić, że model PST II jest wyraźnym zwrotem ku większej funkcjonalności EDC lub jako narzędzie do skrzynki wędkarskiej ze względu na ostrze combo, nożyczki i pilnik diamentowy do ostrzenia haczyków.

Historia zaczyna się jednak wcześniej i co ciekawe ma polski wątek. W 1975 roku Tim Leatherman wraz żoną Chau wyruszyli w budżetową podróż po Europie w małym Fiacie 600, który był kapryśny i wymagał wielu napraw. Tim miał ze sobą scyzoryk, z którego często korzystał jednak do bieżących napraw czy to samochodu czy jak wspomina hydrauliki w pokojach hotelowych uznał, że najbardziej potrzebne były mu kombinerki. Tym sposobem pojawił się pomysł, integracji kombinerek wraz ze scyzorykiem.
Poniżej zdjęcie Tima, Fiata 600 pod Maczugą Herkulesa w Ojcowskim Parku Narodowym. W materiale Gonciarza, który jest podlinkowany na samym dole na jednym z ujęć widać, że to samo zdjęcie wisi w siedzibie Leathermana w Portland, w pokoju Tima.

Pod tym linkiem kryje się fantastyczny materiał na YouTube, który to przedstawia historię Tima, Chau oraz ich marki. Jest to kawałek świetnej opowieści od której wszystko się zaczęło, gdzie Tim Leatherman wpadł na genialną myśl. Dodać kombinerki do scyzoryka tworząc smukłe, kieszonkowe narzędzie do naprawiania innych rzeczy.
Heritage, czyli powrót po 35 latach.
Leatherman PST Heritage pojawił się w 2018 roku jako jubileuszowy powrót do oryginalnego PST z podpisem Tima Leathermana na rękojeści i o ile mnie pamięć nie myli bardzo szybko zniknął z półek sklepowych, pomimo bardzo wysokiej ceny. W zestawie znajdowała się piękna skórzana pochewka. Natomiast na rynku USA występowała jeszcze jedna wersja kolekcjonerska, z notesem Rite in the rain wyprodukowana ilości 500 sztuk.

Materiały i wykonanie
PST wykonany jest ze stali nierdzewnej, a ostrze z popularnej dla Leathermana stali 420HC. To zdecydowanie nie jest stal premium ale w narzędziu użytkowym, przy nawiązaniu do oryginału, taki zabieg ma sens. Jest odporna, praktyczna i łatwa w naostrzeniu.
Najbardziej charakterystycznym detalem w wersji Heritage to podpis Tima Leathermana na rękojeści. Wraz z pochewką wygląda zdecydowanie jak pamiątka po dziadku niż współczesny gadżet EDC.
Pierwsze modele PST były nitowane natomiast później pojawiły się obecne radełkowane śruby, które bez wątpienia ułatwiają serwis.
Waga i rozmiar
PST jest lekki, a nawet bardzo lekki – 142 gramy.
- Skeletool 142 g
- Bond 164 g
- Rebar 190 g
- Wave+ 241 g
- Surge 354 g
Funkcje
PST to klasyczny, „analogowy” multitool. W praktyce mamy tu tylko podstawowy zestaw narzędzi. Nie mamy wymiennych bitów, nożyczek jak w PST II, krzesiwa jak w modelu Signal itp.
Niestety nie ma też jednoręcznego otwierania ostrza ani jego blokady, co uważam za największą wadę. Niestety, ostrze o kilkanaście stopni potrafi się złożyć na dłoń podczas użytkowania. Trudno mu to wybaczyć jednak jest to mały, przenośny warsztat z lat 80.
Multitool PST Heritage posiada funkcje:
- Kombinerki płaskie
- Kombinerki uniwersalne
- Przecinak do drutu
- Przecinak do twardego drutu
- Ostrze nożowe gładkie ze stali 420HC
- Pilnik do metalu i drewna
- Śrubokręt phillips (krzyżak)
- Śrubokręt płaski duży
- Śrubokręt płaski średni
- Śrubokręt płaski mały
- Szpikulec / szydło
- Miarka (20 cm / 8 cali)
- Otwieracz do puszek
- Otwieracz do kapsli
I chodź na papierze nie wygląda to imponująco to jednak lubię ten sprzęt. Akceptuje jego wady i takim jakim jest.
Poniżej możecie zobaczyć nagranie gdzie sam Tim Leatherman po krótce prezentuje to narzędzie.
Jak wypada dzisiaj?
Zdecydowanie nie jest najlepszym wyborem jeżeli szukasz tool’a do codziennej pracy, nowsze modele mają najzwyczajniej więcej funkcji i są wygodniejsze. Narzędzia są w większości przypadków dostępne od zewnątrz, jest ich więcej i mają o niebo lepszą ergonomię. Dzisiaj multitool bez otwierania jedną ręką i blokowanych narzędzi wygląda niemal prehistorycznie. PST przypomina jednak, że dawniej człowiek miał dwie ręce i najwyraźniej potrafił korzystać z obu. Dodatkowo ma jednak to coś czego nie mają pozostałe modele czyli smukłą sylwetkę, niską wagę oraz niesamowitą historię. W moim przypadku, sprawdza się idealnie jako EDC.

PST ma dla mnie też jeszcze jedno, dodatkowe znaczenie, ponieważ był prezentem urodzinowym od znajomych na 30. urodziny. I to trafionym idealnie, klasyczny strzał w dziesiątkę. Nie tylko dlatego, że moim zdaniem ma wybitny, smukły design, jest kolekcjonerski i jest związany z historią marki ale dlatego, że dwa miesiące później realnie przydał mi się w terenie i uratował wyjazd. Na szlaku Kungsleden pomógł mi zszyć pęknięty but, przepychając igłę przez grubą skórę. Gdyby tego było mało to nie przydały się jedynie kombinerki, igła po pierwszych kilku szwach pękła i nie dość, że stała się dwukrotnie krótsza to jeszcze musiałem naostrzyć ją pilnikiem, co nie było takie proste. To był dokładnie ten moment, w którym przedmiot przestaje być zwykłym gadżetem, a zaczyna realnie ratować dalszy marsz.
Należy też wspomnieć, że ma w nazwie Pocket Survival Tool, a jak powszechnie wiadomo, wszystko co ma w nazwie survival, od razu jest o 37% bardziej poważne, przydatne i potrzebne.
Poniżej kilka zdjęć uszkodzonego buta, gdzie bez PST w plecaku wędrówka 440 kilometrów szlakiem Kungsleden mogłaby się zakończyć w gorszym stylu.



Dodatkowo linkuje ciekawy materiał Gonciarza z wizyty w fabryce Leatherman’a w Portland.

