Kutry rybackie w Kuźnicy o zachodzie słońca.

Pieszo z Władysławowa do Helu. Moja coroczna mikrowyprawa

Raz w roku pakuję stary plecak i ruszam pieszo z Władysławowa do Helu. Czeka mnie około 50 kilometrów plaż, pustych miejscowości, bunkrów i sosnowych lasów, przedzielonych ogniskiem i nocą pod tarpem. To nie sportowe wyzwanie, lecz własna tradycja, do której wracam o każdej porze roku, z wyjątkiem lata.
Udostępnij

Chcesz przeczytać w skrócie?

Uwielbiam ten poranek. Uruchamiam ekspres, biorę kubek kawy do samochodu i wiem, że dzisiaj jest dzień na mikroprzygodę i noc w lesie.

Przynajmniej raz w roku pakuję plecak, jadę możliwie wcześnie do Władysławowa i ruszam pieszo w stronę Helu. Robiłem to już co najmniej dziesięć razy, o każdej porze roku. Do samego Helu mam około 37 kilometrów, ale moja droga nie kończy się na cyplu. Po zawróceniu w stronę Góry Szwedów i porannym dojściu do przystanku kolejowego w Juracie zegarek pokazuje około 50 kilometrów.

Nie jest to sportowe wyzwanie ani próba poprawiania wyniku. To moja tradycja i jeden z tych dni, na które czekam już podczas pakowania.

Ten marsz zaczyna się kilka dni wcześniej

Zastanawiam się, co zabrać, sprawdzam prognozę i piszę do znajomych. Pytam, czy ktoś chce dołączyć na fragment trasy, przyjechać na końcowe ognisko albo zostać na noc. Rzadko ktoś przechodzi ze mną cały półwysep, ale zawsze ktoś pojawia się później.

Do Władysławowa staram się dotrzeć około siódmej rano, żeby znaleźć się w Helu jeszcze przed zmrokiem. Samochód zostawiam na dużym parkingu przy wejściu na plażę numer 2. Wcześniej zatrzymuję się w pobliskim McDonaldzie. Kupuję dwie kawy, jedną wypijam w samochodzie, a drugą wkładam do bocznej kieszeni plecaka. Do tego dwa kruche czekoladowe ciastka i tortilla, która również świetnie mieści się w bocznej kieszeni. Samo zdrowie.

Najczęściej zabieram plecak Fjällräven Funäs 25. Mam go od początku studiów. Był moim pierwszym porządnym plecakiem i mimo upływu lat nadal wyjątkowo go lubię.

Staram się spakować możliwie lekko. W moim wydaniu oznacza to mniej niż osiem kilogramów. Wiem, że podobną trasę można przejść z zestawem ważącym około czterech i pół kilograma, ale jeszcze nie skompletowałem aż tak lekkiego sprzętu.

Zabieram śpiwór dobrany do przewidywanej temperatury, matę dmuchaną, schronienie czyli Carinthia Observer albo MSR Thru-Hiker Mesh House, tarp, kubek, kuchenkę, jedzenie, suche skarpety, czołówkę i zapasowe baterie. Do tego scyzoryk, Leukotape, powerbank, słuchawki, kable, orzechy, coś słodkiego, oraz dwa litry wody. Ostatnio pozwoliłem sobie nawet na krzesło Helinoxa. Nie jest niezbędne, ale po całym dniu marszu trudno uznać je za zbędne.

Z Władysławowa w stronę Helu

Znakowany na niebiesko Szlak Nadmorski-Zatokowy prowadzi z Władysławowa przez Chałupy, Kuźnicę i Jastarnię do Juraty. Dalej w stronę Helu korzystam z lokalnych dróg, leśnych ścieżek i plaży. Na tak wąskim fragmencie lądu naprawdę trudno się zgubić, ale nie oznacza to, że każdy wariant wiedzie się równie dobrze.

Dużo zależy od pogody i piasku. Gdy plaża jest ubita albo lekko zmrożona, schodzę nad morze i idę brzegiem. Miękki, suchy piasek potrafi zabrać sporo sił, dlatego nie trzymam się jednego przebiegu za wszelką cenę.

Półwysep wydaje się zupełnie płaski, lecz leśne ścieżki potrafią zaskoczyć krótkimi podejściami i pofałdowanym przebiegiem przez wydmy. To nie są góry. Mimo wszystko po kilkudziesięciu kilometrach każda zmiana rytmu staje się odczuwalna.

Prawie zawsze zakładam niskie buty. Wyjątkiem jest głęboki śnieg. Lżejsze obuwie oznacza dla mnie mniejsze zmęczenie, choć piasek i tak regularnie trafia do środka. Mam już nawet swoje ławki, na których zatrzymuję się, zdejmuję buty i go wysypuję.

Sam marsz trwa zwykle od ośmiu do dziesięciu godzin. Nadrabiam wtedy zaległości w podcastach, ale nie słucham ich bez przerwy. Na plaży zdejmuję słuchawki i zostają tylko szum fal, wiatr oraz mewy.

Wiem, że dla wielu osób taki dzień byłby czystą męczarnią. Dla mnie kilometry mijają szybko. Lubię ten sposób przemieszczania się. Nie potrzebuję zmieniających się co chwilę atrakcji, żeby droga nie była nudna. Wystarcza mi to, że idę przed siebie i po kilku godzinach czuję przyjemne zmęczenie.

Półwysep po sezonie

Najlepiej czuję się tam jesienią i zimą. Lubię chłód, a na trasie zdarzało mi się spotkać zaledwie dwie osoby. Chałupy, Kuźnica, Jastarnia i Jurata pomiędzy październikiem a kwietniem potrafią wyglądać jak miejscowości opuszczone chwilę wcześniej przez wszystkich mieszkańców. Wąskie uliczki Jastarni i zamknięte lokale tworzą wtedy niemal apokaliptyczny klimat.

W wysokim sezonie unikam półwyspu. Nie lubię tłoku, straganów z balonami i watą cukrową ani frustracji ludzi odkrywających, ile kosztuje ryba nad morzem. Poza sezonem zostaje długa droga, wiatr, sosnowy las i woda widoczna po obu stronach wąskiego pasa lądu.

Po lewej słyszę fale otwartego morza. Po prawej miejscami widzę spokojniejszą Zatokę Pucką. Helskie sosny przybierają przedziwne, karłowate kształty, a pod stopami leży igliwie i mech. Wolę je od wysokich traw, między innymi dlatego, że wyjątkowo nie lubię kleszczy.

Puste miejscowości mają jednak swoją cenę. Sklep, który według mapy miał być otwarty, potrafi być zamknięty. Czasem udaje się zrobić zakupy w Kuźnicy, Jastarni albo Juracie, ale nigdy nie zakładam, że na pewno będzie taka możliwość. Są też dwa miejsca, w których można trafić na świeże pączki sprzedawane z okienka, ale ich lokalizację trzeba znaleźć na własną rękę.

Zdarzyło mi się zostać z pustą butelką, bo sklep był zamknięty. Innym razem woda zamarzała w butelce umieszczonej w bocznej kieszeni plecaka. Dlatego dwa litry zabrane ze startu traktuję jako zapas wyjściowy, a nie gwarancję, że wystarczy bez uzupełniania po drodze.

Kawał historii na wąskim skrawku lądu

Półwysep może wydawać się monotonnym kawałkiem lądu, ale po drodze stale pojawiają się ślady jego historii. Są schrony, transzeje, zapory przeciwczołgowe, pozostałości stanowisk wojskowych i obiekty ukryte w lesie. Część można zwiedzać, inne pozostają zarośnięte i łatwo przejść obok nich bez zatrzymania.

Między Chałupami a Kuźnicą stoi kamień wskazujący miejsce zapory minowej z 1939 roku. Zakopane w piasku ładunki miały przerwać mierzeję i utrudnić dalszy atak wojsk niemieckich. W okolicy Jastarni znajduje się Ośrodek Oporu Jastarnia, którego trzon tworzą cztery główne schrony: Sokół, Sabała, Saragossa i Sęp.

W części Kuźnicy nazywanej Syberią 29 października 1999 roku rozbił się MiG-21 bis. Pilot zdążył się katapultować, a maszyna spadła w rejonie zabudowań. Dalej są Góra Lubek, częściej nazywana Libkiem, wieże obserwacyjne, kolejne umocnienia oraz helskie lasy pełne dawnych instalacji wojskowych.

Na końcowym odcinku można odbić w stronę Muzeum Obrony Wybrzeża albo przejść fragmentem Szlaku Fortyfikacji Helskich. Nie próbuję oglądać wszystkiego podczas jednego marszu. Wiele z tych miejsc odwiedzam osobno, kiedy przyjeżdżam na półwysep bez planu pokonania 50 kilometrów.

Hel nie jest końcem drogi

Dojście do Helu kończę okrążeniem Bulwaru Nadmorskiego. Zwykle mocno tam wieje. Zaglądam do portu, patrzę na kutry i, jeśli mam szczęście, znajduję otwartą kawiarnię. W ciepły weekend kawa i ciastko przed dalszą drogą smakują wyjątkowo dobrze.

Przez kilka lat jednym z mijanych punktów był stojący na bulwarze pomnik Neptuna. Dziś już go tam nie ma. Został zdemontowany w październiku 2024 roku, co dobrze pokazuje, że nawet znana trasa powoli się zmienia.

W Helu często dołączają do mnie znajomi, którzy przyjeżdżają pociągiem. Powrót w okolice Góry Szwedów staje się wtedy formalnością. Kilometry mijają na rozmowach, a na końcu czeka możliwość zdjęcia plecaka i odpoczynku.

Po dotarciu na miejsce rozkładam sprzęt. Najprzyjemniejszy jest moment, w którym mogę wreszcie zdjąć plecak, rozstawić krzesło i usiąść przy ognisku. Później wsuwam się do swojej norki, kładę się na twardym materacu i czuję, jak ciało stopniowo się rozluźnia.

Noc przy minus 17 stopniach

Najbardziej zapamiętałem jedno z zimowych przejść. Prognoza zapowiadała około minus 10 stopni, ale temperatura na miejscu spadła mniej więcej do minus 17. Miałem śpiwór wypełniony 450 gramami puchu, bivi bag i tarp rozstawiony nad głową. Wokół zalegało dużo śniegu.

Spodziewałem się trudnej nocy, a jednak nie zmarzłem i wyjątkowo dobrze się wyspałem. Bivi bag, osłona od wiatru i otaczający mnie śnieg stworzyły warunki, które odczuwałem jak niewielki mikroklimat. To moje doświadczenie z jednej nocy, a nie dowód, że podobny zestaw sprawdzi się u każdego. Sama masa puchu również nie określa temperatury, przy której śpiwór pozostanie komfortowy.

W lesie śpię dłużej niż w domu. Poranek nie zaczyna się więc przesadnie wcześnie. Robię kawę, jem coś słodkiego i bez pośpiechu składam sprzęt. Potem ruszamy w stronę przystanku kolejowego w Juracie. Po drodze oczywiście zaglądamy jeszcze do bunkrów.

Pociąg z Juraty zawozi nas do Władysławowa, gdzie czekają samochody. W ten sposób zamyka się trasa licząca około 50 kilometrów. Najpierw 37 kilometrów do Helu, później powrót w stronę Góry Szwedów i ostatni odcinek do Juraty następnego dnia.

Wracam na półwysep nie dlatego, że za każdym razem odkrywam zupełnie nowe miejsce. Wracam właśnie dlatego, że dobrze znam tę drogę. Wiem, gdzie wysypię piasek z butów, gdzie zacznie mocniej wiać i na którym odcinku najłatwiej usłyszeć jednocześnie morze oraz zobaczyć zatokę.

Nie każda mikrowyprawa musi prowadzić gdzieś po raz pierwszy. Czasem warto ponownie spakować ten sam plecak, kupić dwie kawy i ruszyć trasą, która stała się dla mnie tradycją.

Powiązane wpisy

Dlaczego śpię w lesie?

Kilkanaście razy w roku pakuję plecak i idę spać do lasu. Czasami przemierzam kilkadziesiąt kilometrów, innym razem nocuję niedaleko samochodu, ze stekiem, krzesełkiem i widokiem…

Pierwszy film jest już na YouTube!

Film jest dość krótki. Od wielu lat niczego nie kręciłem, a jeszcze dłużej nie składałem nagrań w całość. Tym razem postawiłem na klimatyczną muzykę bez…
Komentarze
Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Newsletter UltraLas
Newsletter UltraLas
Newsletter UltraLas
Od czasu do czasu
Newsletter UltraLas
Nowe wpisy, leśne wiadomości i historie z terenu.
Klikając „Subskrybuj”, zapisujesz się do Newslettera UltraLas na zasadach opisanych w Regulaminie newslettera. Możesz zrezygnować w każdej chwili. Zobacz także Politykę prywatności.