UltraRight vs UltraLight
Podejście do pakowania w stylu UltraRight jest mi bliższe niż dobrze znane UltraLight. Nie odrzucam jednak założeń UL. Korzystam z nich, żeby poprawić komfort wędrówki i czerpać z wyjazdu możliwie najwięcej. UltraLight ma w sobie mnóstwo sensu i nie zamierzam się z tym kłócić.
Większość moich wyjść w teren trwa od 24 do 48 godzin. W tym czasie bardzo rzadko pokonuję więcej niż 30 kilometrów. Przy takich wyjazdach plecak ważący 8, 10 czy 12 kilogramów nadal jest dla mnie lekki. Na długodystansowych szlakach postrzegam tę kwestię zupełnie inaczej i obcinam końcówkę szczoteczki 🙂
Sprzęt opisany na tym blogu towarzyszy mi podczas niemal każdej mikrowyprawy do lasu. Przy jego wyborze najpierw zwracam uwagę na to, czy mi się najzwyczajniej podoba. Na drugim miejscu stawiam jakość i użyteczność. Sprzęt ma dobrze spełniać swoją funkcję. Dopiero na trzecim miejscu jest waga.
Kilkaset dodatkowych gramów w postaci hamaka nie odbiera mi przyjemności z wyjazdu. Mogę w nim odpocząć w ciągu dnia, nawet jeśli noc spędzam na ziemi. Podobnie jest ze składanym krzesełkiem, choć przecież mógłbym usiąść na pieńku. Nie wspominając o poduszce, która dla mnie jest podstawą, a dla niektórych fanaberią!
Nie każdy dodatkowy przedmiot wymaga skomplikowanego uzasadnienia. Poduszka ma bardzo dobre: jest poduszką i to wystarczy. Nie muszę spać na bluzie czy złożonych w kostkę spodniach. Na wyjazdach weekendowych mam odpocząć i dobrze się bawić.
Na dłuższych szlakach regeneracja jest równie ważna. Wpływa na to, jak odbieramy kolejny dzień i radzimy sobie z trudnościami. Gdy jesteśmy niewyspani, łatwiej o marudzenie i nierozsądne decyzje.
Moja przygoda z turystyką zaczęła się od sprzętu, który był akurat pod ręką albo na który mogłem sobie wtedy pozwolić. Przez kilkanaście lat przeszedłem od najprostszych rozwiązań, przez sprzęt wojskowy, aż po ultralight. Ostatecznie zatrzymałem się przy zestawie, który łączy to, co sprawdziło się na każdym z tych etapów.
Mój zestaw do spania, czyli materac i śpiwór, jest bardzo lekki. Schronieniem jest natomiast ciężka wojskowa norka, ważąca o niemal kilogram więcej niż namioty z kategorii UL.
Dlaczego to sobie robię? Mam słabość do takich schronień. Lubię w nich spać, podobają mi się i używanie ich sprawia mi przyjemność.
To samo dotyczy hamaka. Jeżeli lubisz w nim spać, rób to i nie przejmuj się tym, ile waży namiot z DCF.
Tarp, krzesełko i zestaw do gotowania mam bardzo lekkie. Zabieram jednak także drona, duży powerbank do ładowania jego trzech baterii oraz gimbal, dzięki któremu mogę przygotować dobrej jakości materiał wideo.
Nie musiałbym nosić tych dodatkowych rzeczy, gdyby nie chęć dokumentowania wyjazdów. Ich obecność sprawia jednak, że wybieram plecak wygodny przy obciążeniu od 10 do 12 kilogramów zamiast lżejszego modelu zapewniającego komfort tylko do 6–7 kilogramów.
Cały zestaw wciąż waży mniej niż 10 kilogramów. Jego skład wynika ze świadomych decyzji o tym, które dodatkowe gramy poprawiają mój komfort i sprawiają, że wyjazd jest przyjemniejszy.
Eliminuję rzeczy zbędne
Dawno temu porzuciłem pakowanie na zasadzie „przyda się”. Dla mnie był to pierwszy krok do odchudzenia plecaka. Jeżeli wybieram się na jedną noc do znanego mi lasu, a prognoza nie zapowiada deszczu, nie zabieram kurtki przeciwdeszczowej ani pokrowca na plecak. W zależności od warunków mogę też zrezygnować z tarpa, ponieważ podczas noclegu wystarcza mi ochrona bivi baga.
Latem, gdy nie planuję rozpalać ognia, nie potrzebuję dużego noża. Wystarczy mały Victorinox SD, którym mogę przyciąć plaster albo otworzyć opakowanie.
Podejście UltraRight jest więc wypadkową filozofii UltraLight i minimalizmu, ale jednocześnie nie wymaga rezygnacji z tzw. luxury items, takich jak składane krzesełko.
Czym zatem jest UltraRight?
UltraRight nie jest kategorią sprzętową, lecz moim podejściem do pakowania. Łączy założenia UltraLight i minimalizmu z miejscem na rzeczy, które po prostu umilają mi wyjazd, takie jak składane krzesełko. Nie chodzi o uzyskanie możliwie najniższego wyniku w LighterPacku, ale o skompletowanie zestawu, z którego lubię korzystać.
W praktyce unikam zarówno ciężkiego sprzętu pakowanego „na wszelki wypadek”, jak i rozwiązań określanych jako stupid light. Chodzi o takie odchudzanie ekwipunku, które obniża jego użyteczność. Oszczędzanie gramów przestaje mieć dla mnie sens, gdy pogarsza sen, utrudnia odpoczynek albo obniża bezpieczeństwo.
Jednym z błędów, które wielokrotnie popełniałem, było zabieranie na weekend śpiwora i maty, które nie zapewniały wystarczającej izolacji w danych warunkach. Wszystko po to, żeby plecak był odrobinę lżejszy. Ze śpiworem nadal zdarza mi się tak kombinować 🙂
W rezultacie wracałem z weekendu niewyspany i zmęczony, ale za to z satysfakcją, że szybciej pokonałem szlak, a wynik na wyświetlaczu wagi wyglądał imponująco.
UltraRight nie jest wymówką, żeby zabierać ze sobą wszystko. To świadoma decyzja o tym, które dodatkowe przedmioty warto nieść i jaką masę jestem gotów zaakceptować.
Jeżeli cały plecak waży 10 kilogramów i zastanawiasz się, czy dołożyć kolejny kilogram w postaci stolika i krzesełka, zabierz je na krótki wyjazd i sprawdź w praktyce. Najwyżej po powrocie zmienisz coś w swoim zestawie.
Mogę też zostawić krzesełko w domu i usiąść na pieńku. Mogę zjeść kolację na stojąco. Ale przecież nie po to idę do lasu, żeby cierpieć.
Być może okaże się, że można cierpieć mniej, a pakowania wcale nie trzeba zamieniać w konkurs na najlepszy wynik w LighterPacku.

